blisko do szaleństwa. cichego, bez fajerwerków. kiedy zamiast sytuacji, w której to co jest, warunkuje to, co chciałoby się, żeby było, zaczyna być zupełnie odwrotnie. światy równoległe przesłaniają rzeczywistość. głowa przestaje sobie radzić z tym, co dookoła, ale wciąż mówi, uśmiecha się, działa, jakby nic się szczególnego nie działo. myśl zwalcza myśl, głosy zwielokrotniają się, zmieniają w zgiełk, hałaśliwy bełkot. a w głębi rozpaczliwe pragnienie: być jak trzeba, bez zarzutu, bez winy.
wtorek, 27 października 2009
niedziela, 18 października 2009
* *
"as you sit by my side
confess to my your fears"
dotknąć milczenia twojej tajemnicy. usłyszeć jak szepczesz coś, z czego nie zwierzyłaś się jeszcze nikomu. poznać najgłębszy sens każdej z liter twojego imienia. wejść w twój mrok, zasnąć w twoim ogrodzie. stać się obcym samemu sobie.
wtorek, 13 października 2009
la musique
"Muzyka porywa mnie często jak morze!
Pod mglistym sklepieniem
Płynę ku mej gwieździe w bezkresnym przestworze,
Wiedziony od brzegu przez jej blade lśnienie."
Tibi, astrum meum pallidum.
Pod mglistym sklepieniem
Płynę ku mej gwieździe w bezkresnym przestworze,
Wiedziony od brzegu przez jej blade lśnienie."
Tibi, astrum meum pallidum.
czwartek, 24 września 2009
harmonia
Przestać sycić się wciąż tymi samymi dźwiękami. W końcu to tylko jeden ton w wielkiej harmonii, być może fałszywy. Zatopić się w jedynej, niemilknącej melodii, która przenika wszystko. Zamienić bezładny strumień myśli w nieustanny, mechaniczny psalm. Odnaleźć częstotliwość Boga.
sobota, 19 września 2009
władcy
władcy przeglądają się w oczach swych poddanych
ich korona nie jest złota
póki nie oślepia onieśmielonych spojrzeń
ich słowa nie mają znaczenia
dopóki nie stają się prawem
są samotni
bo w oczach ludu
król jest tylko jeden.
ich korona nie jest złota
póki nie oślepia onieśmielonych spojrzeń
ich słowa nie mają znaczenia
dopóki nie stają się prawem
są samotni
bo w oczach ludu
król jest tylko jeden.
czwartek, 10 września 2009
kapsw an
Zamierającym krokiem idę wzdłuż martwopłotu. Z nieba kropi łagodnie stężony kwas – ot tyle, by zapiekły przyschnięte rany. Przecierając zaczerwienione oczy, szukam na horyzoncie mojej gasnącej gwiazdy. Dzień znów zaczyna się od zmierzchu.
Etykiety:
głos serca,
jest dziwnie,
miejskie opowieści
wtorek, 25 sierpnia 2009
cache - cache
ja i nadzieja
bawimy się w chowanego:
każde z nas oszukuje.
kiedy kryję, odliczam bez końca,
patrząc ukradkiem dokąd odchodzi -
potem szukam zupełnie gdzie indziej.
ona, wbrew wszelkim regułom,
cynicznie udaje węglarza,
albo zmiętą paczkę papierosów:
choćbyś się otarł - nie poznasz.
w końcu, znudzeni, zziębnięci,
witamy się z wymuszonym uśmiechem.
potem wracamy do zabawy.
bawimy się w chowanego:
każde z nas oszukuje.
kiedy kryję, odliczam bez końca,
patrząc ukradkiem dokąd odchodzi -
potem szukam zupełnie gdzie indziej.
ona, wbrew wszelkim regułom,
cynicznie udaje węglarza,
albo zmiętą paczkę papierosów:
choćbyś się otarł - nie poznasz.
w końcu, znudzeni, zziębnięci,
witamy się z wymuszonym uśmiechem.
potem wracamy do zabawy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

