poniedziałek, 8 lipca 2013
horror tenebrarum
i wciąż się o niego ocieram
dlatego boję się
i drżę
Jest Słońce, które nigdy nie zachodzi. Ale można wybierać taką drogę, żeby wciąż iść w cieniu.
środa, 10 sierpnia 2011
po wodzie
wtorek, 16 lutego 2010
po drugiej stronie
Wyjście z mroku to dziwne uczucie. Nagle przestaję się czuć jak ostatni władca ginącego imperium, którego zadaniem jest trwać na scenie, póki nie opadnie kurtyna. Wewnętrzny mrok rozpala wyobraźnię, paradoksalnie wszystkie kolory stają się intensywniejsze, emocje przelewają się fala za falą, porywają, ciskają o skały. Ich odmęt pochłania bez reszty.
A po wyjściu jest dziwnie blado. Niby spokojnie, ale jesiennie, bez barw, bez słońca, spokój schnącej trawy. W porównaniu z orgią barw, jaka zalewa myśli w mroku, zewnętrzny świat jest czarno-biały. Dziwnie jest żyć naprawdę.
czwartek, 3 grudnia 2009
* * *
Nie było o czym marzyć. W pustych świątyniach tęsknoty echo niosło i zwielokrotniało moje kroki, jakby było nas wielu. Nawet kiedy zamierałem w bezruchu, by przekonać samego siebie, że to tylko złudzenie, kroki wciąż rozbrzmiewały, coraz cichsze i odleglejsze, jakby ktoś oddalał się, niknąc w cieniu naw i krużganków. Wstrzymując oddech wtulałem się w zimną krągłość kolumn i błądziłem bezwiednie palcami po ich gładkiej powierzchni w poszukiwaniu skazy. Świt był jeszcze daleko. Razem z nim czekałem na wołanie dzwonów.
sobota, 14 listopada 2009
doskonała czerń
czarne ubrania zasłaniają rany, ale ich nie goją. głośna muzyka zagłusza myśli, ale ich nie ucisza. im doskonalsza staje się wewnętrzna czerń, tym trudniej nie dostrzegać, że tam, w głębi, płonie światło – milczące źródło ostatecznych pytań i odpowiedzi. odarty ze wszystkiego, z emocji, wyobrażeń i kształtów, obnażony ze wszelkich pozorów, bezsilnie drżę, kiedy pada na mnie jego blask. skryłem się w najgłębszym sobie; nie ma już innego miejsca gdzie mógłbym się schronić. czekam na cud wyzwolenia.
poniedziałek, 6 lipca 2009
stacja wierzbno
Było wczesne popołudnie, oślepiające, kwietniowe słońce lało się na bruk, zziębnięte chodniki grzały swe grzbiety jak koty. Byłem już po zajęciach i szedłem raźno, rozmyślając co, gdzie i za ile zjeść. Nie znałem w okolicy żadnego sensownego miejsca, za to tuż obok ziało zejście do metra. Wystarczyło wsiąść i podjechać choćby jeden przystanek.
Pokonałem pierwsze schody, drzwi i bramki biletowe. Zbiegając w dół obrzuciłem peron szybkim spojrzeniem. Kierunki - Kabaty, Młociny, sporo ludzi na platformie stacji, coś zaraz pewnie nadjedzie, tak!, właśnie wjeżdżało. Wsiadłem wypełniony satysfakcją, która towarzyszy mi zawsze, kiedy nie tracę czasu na oczekiwanie. Pomknęliśmy czarnym tunelem.
Wjazd na stację - Wierzbno. Wierzbno? Chciałem w drugą stronę ... Co za gapa ze mnie. Wysiadam, mijając jakichś angielskojęzycznych. Wolnym krokiem zmierzam niby to do wyjścia; jak tamto odjedzie, to sobie usiądę i poczekam na pociąg w przeciwnym kierunku - po co ma ktoś wiedzieć, że się pomyliłem?
Siadam. No to teraz mam dwie stacje do przejechania. Patrzę na ekran - minuta pięćdziesiąt ..., minuta czterdzieści ... poprawiam plecak na kolanach ... nasłuchuję ... WJAZD! Już wjazd!? Przed chwilą że minuta, ale cóż, minuta to tylko parę sekund.
Tunel wypluwa wagony. Znowu wsiadam. Zaraz pierwsza stacja, potok ludzi wlewa się, wylewa; byle na nich nie patrzeć. No, teraz moja. Metro zwalnia, wtaczamy się na peron. Dziarsko wysiadam, praktycznie nikt inny ze mną. Tabliczka z nazwą stacji - Wierzbno. Rozglądam się oniemiały. Jak..., jak ..., przecież ja tu właśnie z Wierzbna, a tu Wierzbno!?
Przez krótką chwilę kręcę się w kółko, ale szybko przywołuję się do porządku. Ludzie patrzą ... spokojnie ... przecież to jakieś nieporozumienie ... zaraz wszystko się wyjaśni.
Udaję przed samym sobą, że wszystko gra. A co to, na Wierzbnie nigdy nie byłem, czy jak?
Pilnując ile sił, by rodzący się w głowie chaos nie odbijał się na twarzy, wsiadam w pierwszy pociąg w przeciwną stronę. Zajmuję miejsce, z trudem powstrzymując się przed nerwowym zerkaniem na wszystkie strony. Kątem oka pochwycam smutne spojrzenie psa rozpłaszczonego na podłodze.
Czuję, że pęd wagonów słabnie - zaraz dowiem się, gdzie właściwie jestem i może dojdę jakoś spokojnie do tego, w jaki sposób wszystko pomieszałem. Czasem jak się człowiek zapętli, to aż nie do wiary ...
Wjeżdża peron. Kałuże bladego, sztucznego światła lśnią na gładkiej posadzce. Podnoszę się, spoglądając znad okularów. Pierwsza tabliczka z nazwą stacji przelatuje zbyt szybko. Nie patrząc bezpośrednio przez szkła widzę tylko niebiesko - białą plamę. Poprawiam okulary. Stajemy.
Teraz widzę już doskonale. Dotarłszy w okolice drzwi zastygam niezdolny do kolejnego kroku. Ktoś przepycha się koło mnie, prychając ze złością. Stoję, póki sygnał nie obwieszcza odjazdu. Przerażony wzrok wpija się w niknące, białe litery: Wierzbno.
Nieprzytomnie osuwam się na miejsce, z którego wstałem. Zamykam oczy i odchylam głowę. Gdy pociąg zwalnia po raz kolejny i kolejny, nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć gdzie jesteśmy. W szumie pędzących wagonów słyszę głos wsączający się w moje myśli: Nie wysiadaj, jedź dalej - przed tobą mrok ...
piątek, 19 czerwca 2009
kakangelia
wtorek, 12 maja 2009
henryk IV
"Dzięki wojnom i zwycięstwom zdobywamy królestwo, lecz nie zdobędziemy tej pięknej gwiazdy, w którą chcielibyśmy patrzeć, dopóki sami nie zgaśniemy"
niedziela, 10 maja 2009
avalon
[...]
Idź walcz i giń piękną zaszczytną śmiercią,
W ostatniej tej bitwie bohater padnie
I wkrótce przybędą zastępy duchów,
Wszystko ogarnie pomrok wieczorny,
Czarna zapadnie noc.
Avalon - legendarny ląd,
Bohater wyrusza tam.
Avalon to elfów ląd.
Avalon to rajska wyspa cieni,
Zaklęta Wyspa.
Statek wyrusza w nieznaną drogę. Avalon ... "

