Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mrok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mrok. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 lipca 2013

horror tenebrarum

przeszedłem przez mrok
i wciąż się o niego ocieram
dlatego boję się
i drżę

Jest Słońce, które nigdy nie zachodzi. Ale można wybierać taką drogę, żeby wciąż iść w cieniu.

środa, 10 sierpnia 2011

po wodzie

trudno zacząć, jak zwykle. a tym trudniej może, że dawno tu nie byłem, nie zaglądałem, nie dbałem nawet o to, co tu. wszystko, co było wcześniej zapisane, bolało, wracanie też bolało. dlatego nie wracałem. a teraz, teraz jest już inaczej, choć paradoksalnie niewiele się zmieniło. główna zmiana, to że często już nie potrafię być smutny. tak po prostu: nie potrafię. kiedyś przychodziło mi to bez trudu, byłem smutny na zawołanie, smuciłem się przez cały czas. a teraz nie. myśli podobne, w lustrze podobny, wszystko podobne, ale bez tego mroku, w którym brnąłem. dziwne.
już od dłuższego czasu myślę o skasowaniu tego pamiętnika. ale jeszcze nie dziś. jest na to jeszcze czas.
ostatniej niedzieli spodobało mi się: "każ przyjść mi do siebie po wodzie". potem uzmysłowiłem sobie, że pierwszy wpis w tym blogu także nawiązywał do tego właśnie fragmentu. może wreszcie odważyłem się, żeby spróbować. albo przynajmniej zabieram się do przejścia przez burtę. kroczyć wreszcie swobodnie po morzu smutku, być ponad tym, nie tonąć. paradoksy.
jesteście tam jeszcze? a Ty jesteś?

wtorek, 16 lutego 2010

po drugiej stronie

Wyjście z mroku to dziwne uczucie. Nagle przestaję się czuć jak ostatni władca ginącego imperium, którego zadaniem jest trwać na scenie, póki nie opadnie kurtyna. Wewnętrzny mrok rozpala wyobraźnię, paradoksalnie wszystkie kolory stają się intensywniejsze, emocje przelewają się fala za falą, porywają, ciskają o skały. Ich odmęt pochłania bez reszty.

A po wyjściu jest dziwnie blado. Niby spokojnie, ale jesiennie, bez barw, bez słońca, spokój schnącej trawy. W porównaniu z orgią barw, jaka zalewa myśli w mroku, zewnętrzny świat jest czarno-biały. Dziwnie jest żyć naprawdę.

czwartek, 3 grudnia 2009

* * *

Nie było o czym marzyć. W pustych świątyniach tęsknoty echo niosło i zwielokrotniało moje kroki, jakby było nas wielu. Nawet kiedy zamierałem w bezruchu, by przekonać samego siebie, że to tylko złudzenie, kroki wciąż rozbrzmiewały, coraz cichsze i odleglejsze, jakby ktoś oddalał się, niknąc w cieniu naw i krużganków. Wstrzymując oddech wtulałem się w zimną krągłość kolumn i błądziłem bezwiednie palcami po ich gładkiej powierzchni w poszukiwaniu skazy. Świt był jeszcze daleko. Razem z nim czekałem na wołanie dzwonów.

sobota, 14 listopada 2009

doskonała czerń

czarne ubrania zasłaniają rany, ale ich nie goją. głośna muzyka zagłusza myśli, ale ich nie ucisza. im doskonalsza staje się wewnętrzna czerń, tym trudniej nie dostrzegać, że tam, w głębi, płonie światło – milczące źródło ostatecznych pytań i odpowiedzi. odarty ze wszystkiego, z emocji, wyobrażeń i kształtów, obnażony ze wszelkich pozorów, bezsilnie drżę, kiedy pada na mnie jego blask. skryłem się w najgłębszym sobie; nie ma już innego miejsca gdzie mógłbym się schronić. czekam na cud wyzwolenia.

poniedziałek, 6 lipca 2009

stacja wierzbno

Było wczesne popołudnie, oślepiające, kwietniowe słońce lało się na bruk, zziębnięte chodniki grzały swe grzbiety jak koty. Byłem już po zajęciach i szedłem raźno, rozmyślając co, gdzie i za ile zjeść. Nie znałem w okolicy żadnego sensownego miejsca, za to tuż obok ziało zejście do metra. Wystarczyło wsiąść i podjechać choćby jeden przystanek.

Pokonałem pierwsze schody, drzwi i bramki biletowe. Zbiegając w dół obrzuciłem peron szybkim spojrzeniem. Kierunki - Kabaty, Młociny, sporo ludzi na platformie stacji, coś zaraz pewnie nadjedzie, tak!, właśnie wjeżdżało. Wsiadłem wypełniony satysfakcją, która towarzyszy mi zawsze, kiedy nie tracę czasu na oczekiwanie. Pomknęliśmy czarnym tunelem.
Wjazd na stację - Wierzbno. Wierzbno? Chciałem w drugą stronę ... Co za gapa ze mnie. Wysiadam, mijając jakichś angielskojęzycznych. Wolnym krokiem zmierzam niby to do wyjścia; jak tamto odjedzie, to sobie usiądę i poczekam na pociąg w przeciwnym kierunku - po co ma ktoś wiedzieć, że się pomyliłem?
Siadam. No to teraz mam dwie stacje do przejechania. Patrzę na ekran - minuta pięćdziesiąt ..., minuta czterdzieści ... poprawiam plecak na kolanach ... nasłuchuję ... WJAZD! Już wjazd!? Przed chwilą że minuta, ale cóż, minuta to tylko parę sekund.
Tunel wypluwa wagony. Znowu wsiadam. Zaraz pierwsza stacja, potok ludzi wlewa się, wylewa; byle na nich nie patrzeć. No, teraz moja. Metro zwalnia, wtaczamy się na peron. Dziarsko wysiadam, praktycznie nikt inny ze mną. Tabliczka z nazwą stacji - Wierzbno. Rozglądam się oniemiały. Jak..., jak ..., przecież ja tu właśnie z Wierzbna, a tu Wierzbno!?
Przez krótką chwilę kręcę się w kółko, ale szybko przywołuję się do porządku. Ludzie patrzą ... spokojnie ... przecież to jakieś nieporozumienie ... zaraz wszystko się wyjaśni.
Udaję przed samym sobą, że wszystko gra. A co to, na Wierzbnie nigdy nie byłem, czy jak?

Pilnując ile sił, by rodzący się w głowie chaos nie odbijał się na twarzy, wsiadam w pierwszy pociąg w przeciwną stronę. Zajmuję miejsce, z trudem powstrzymując się przed nerwowym zerkaniem na wszystkie strony. Kątem oka pochwycam smutne spojrzenie psa rozpłaszczonego na podłodze.

Czuję, że pęd wagonów słabnie - zaraz dowiem się, gdzie właściwie jestem i może dojdę jakoś spokojnie do tego, w jaki sposób wszystko pomieszałem. Czasem jak się człowiek zapętli, to aż nie do wiary ...

Wjeżdża peron. Kałuże bladego, sztucznego światła lśnią na gładkiej posadzce. Podnoszę się, spoglądając znad okularów. Pierwsza tabliczka z nazwą stacji przelatuje zbyt szybko. Nie patrząc bezpośrednio przez szkła widzę tylko niebiesko - białą plamę. Poprawiam okulary. Stajemy.

Teraz widzę już doskonale. Dotarłszy w okolice drzwi zastygam niezdolny do kolejnego kroku. Ktoś przepycha się koło mnie, prychając ze złością. Stoję, póki sygnał nie obwieszcza odjazdu. Przerażony wzrok wpija się w niknące, białe litery: Wierzbno.

Nieprzytomnie osuwam się na miejsce, z którego wstałem. Zamykam oczy i odchylam głowę. Gdy pociąg zwalnia po raz kolejny i kolejny, nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć gdzie jesteśmy. W szumie pędzących wagonów słyszę głos wsączający się w moje myśli: Nie wysiadaj, jedź dalej - przed tobą mrok ...

piątek, 19 czerwca 2009

kakangelia

Brnę w mroku. Jest ciepło i duszno. Jest cicho. Przyszedłem złożyć tu żałosne szczątki nikłych wysiłków, które spełzają na niczem. Spazmatycznych drgań dobrowoli. Każdy, który dopuszcza się nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się doń, by nie potępiono jego uczynków. A mrok uosabia to, co możemy powiedzić o Bogu. Nieznany, niewidzialny, nieodgadniony. Zanurzam się głębiej i głębiej. Mrok uspokaja, otula, oddziela. Czuję jak pulsuje Twoimi nie-słowami, jak wlewa się w żyły, opływa serce, zabiera myśli. Gdy patrzysz na nas z drugiej strony ciemności, sam będąc ciemnością, czy człowiek też zdaje Ci się mrokiem?

wtorek, 12 maja 2009

henryk IV

"Oto leży człowiek, zawsze taki silny i wytrwały, teraz słaby i bezbronny, jak to bywa, gdy śmierć się zbliża: śmierć żołnierza Henryk pozna nieomylnie. Wie, kiedy można jej jeszcze uniknąć, a kiedy już nie. Unosi głowę i ramiona swego marszałka znad ziemi, która je niebawem przykryje. Patrzą sobie w oczy z powagą pożegnania u kresu wędrówki. Byliśmy wrogami: stąd bierze się i trwa nasza niezłomna wierność. Nie zapomnij mnie, nie możesz mnie zapomnieć: I ty także, tam, gdzie cię powołają. Do zobaczenia. Lecz nie, jakżeż ujrzymy się, skoro te oczy zetleją, rozpadną się w proch i pył? Henryk patrzył w nie tak długo, aż oczy przyjaciela zastygły, zaszły bielmem."

"Dzięki wojnom i zwycięstwom zdobywamy królestwo, lecz nie zdobędziemy tej pięknej gwiazdy, w którą chcielibyśmy patrzeć, dopóki sami nie zgaśniemy"

niedziela, 10 maja 2009

avalon

"Avalon - legendarny ląd, wyspa jabłoni i mgły.
Avalon to elfów ląd, na który dziś przybywa bohater.
[...]
Idź walcz i giń piękną zaszczytną śmiercią,
W ostatniej tej bitwie bohater padnie
I wkrótce przybędą zastępy duchów,
Wszystko ogarnie pomrok wieczorny,
Czarna zapadnie noc
.

Avalon - legendarny ląd,
Bohater wyrusza tam.

Avalon to elfów ląd.
Avalon to rajska wyspa cieni,
Zaklęta Wyspa.
Statek wyrusza w nieznaną drogę. Avalon
... "
Kenji Kawai - [Avalon #12] Voyage to AVALON (Orchestra)

piątek, 17 kwietnia 2009

słoneczniki

Udając, że nie patrzę, widzę, że robisz to samo. Odwzajemniam pogodny uśmiech, a znaczy on: gorycz przepełnia już brzegi. Splątany dwugłos wciąż wsącza się w myśli. Pierwszy: "Iluzja, ciemność, odwróć się, patrz w okno - szli za nicością i stali się niczym". A drugi: "Co masz czynić, czyń prędzej".
A była noc.