sobota, 16 kwietnia 2011

post

wszystko, co odrywa od rzeczywistości, jest krokiem w tył. za chwile wycofania płaci się w momencie powrotu, i płaci się strasznie. utrata kontaktu ze światem sprawia, że miejsce, z którego się wycofujemy potwornieje, zarasta chwastem obcości, znów staje się tak dzikie i nieprzyjazne, jakim było, zanim je niegdyś z trudem oswoiliśmy, znów nie ma w nim dla nas miejsca. a mimo to pokusa ucieczki nie odstępuje na krok.



czwartek, 25 listopada 2010

ucieczka samotnika

"I oto jest życie bogów i bogom podobnych, szczęśliwych ludzi: wyzwolenie od wszystkiego, co tutaj, życie nie znajdujące upodobania w tym, co tutaj - ucieczka samotnika do Samotnika."
mimo całej fascynacji tym zdaniem, chyba przestałem już w nie wierzyć.
przecież Samotnik od dawna jest tutaj.
i tu też jest miejsce wszystkich innych samotników.
życie, pochłoń mnie.

poniedziałek, 22 listopada 2010

na ich odejście

Kiedy przyszedłeś, pojawiłeś się pośród nas jako nieznajomy, zupełnie obcy. Mówili: wskazała go gwiazda, to z niej przyszedł, z niej zstąpił na ziemię. A przecież widzieliśmy cię nagiego w nędzy ciasnej groty, z dwójką wygnańców. Patrzyliśmy pół ciekawie, pół drwiąco. Różna była droga na Olimp, może i ten go dosięgnie, myśleliśmy z niedowierzającym cmokaniem. Słabowite początki: żadnych skradzionych stad, zduszonych węży, kpin z odwiecznego porządku. Niemowlęcy płacz, potem zbyt poważne oczy cichego chłopca. Ten i ów mówił: rodzi się siła. Wzruszaliśmy ramionami – gdzie nam, nimfom i faunom, bóstwom traw, powietrza i wody, a gdzie tobie. Gdzie twoje królestwo. Potem przestałeś milczeć. Słuchaliśmy. Słuchaliśmy ze zdziwieniem, z niezrozumieniem, a w końcu z mieszaniną pogardy i fascynacji. Nowe słowa, tak obce jak ty, tak nieznane jak ty sam. Któż mógłby ich słuchać? A przecież znaleźli się tacy. Znaleźli się i spośród nas. W podmuchu wiatru, w falach morza, wśród kamieni pustyni. Towarzyszyliśmy ci do końca. Obserwowaliśmy z dala. Tak, teraz możemy to powiedzieć: patrzyliśmy z podziwem, choć podziw przyszedł późno. Kto wyciąga swe ręce i daje je przybić, kiedy trawy szepcą: zostań, będziemy cię kołysać, aż wszystko się skończy? Kto mówi: ja jestem, kiedy wszystko upada w mrok. Staliśmy kołem wokół krzyża, wtedy jeszcze, kiedy już wszyscy odeszli. W spadającej ciemności niektórzy zaczęli rozumieć. A gdy wróciłeś, strwożeni pierzchliśmy w głębiny i ostępy. Przecież nikt z dawnych nie wrócił. Wtedy zaczęliśmy odchodzić. Patrzyliśmy jeszcze długo, przez stulecia, z dala jak przedtem, patrzyliśmy smutno: stara pieśń brzmiała coraz ciszej. Nikt z nas nie mógł ostać się w twoim królestwie. Odeszliśmy.

piątek, 5 listopada 2010

przez miasto, przez noc

nocny, przed chwilą; ścisk, wokół ludzie, ich kebaby. szybki przegląd dnia w mętnym zwierciadle zaparowanych szyb (tu przecież nic, tylko myśleć). nie było źle, przynajmniej z początku. potem, potem niepotrzebnie, ciągle to samo bagno. wieczór przywrócił względny porządek. szczęśliwie pozostaje jeszcze przynajmniej jutro. czasami aż dziw, skąd ta nadzieja. a jednak.

niedziela, 3 października 2010

odchodzimy

odchodzimy pomału, powoli

dzień po dniu

kawałek po kawałku

odchodzimy niespostrzeżenie

naiwnie zapatrzeni w to

czym żyliśmy wczoraj

sobota, 25 września 2010

shroud of false & fragile dreams

"jesteśmy tylko chwilą,
mgnieniem oka,
snem ślepca,
majakami obumierającego mózgu.
mam nadzieję, że nie zrozumiałeś."

* * *

"zaufałem ci niezliczoną ilość razy
pozwoliłem ci wrócić
bo wiedziałem..., bo tęskniłem...,
wiesz, że powinienem był uciec
ale zostałem

być może zawsze wiedziałem
że przez ciebie moje kruche sny
rozsypią się w proch

dziś stanąłem twarzą w twarz
z moimi uczuciami,
po tych wszytkich latach przemówiły do mnie
w niemym cierpieniu,
po tych wszystkich latach...

Może wiedziałem to zawsze..."

wtorek, 27 lipca 2010

negatyw

prowadzę rejestr nieodbytych rozmów

miejsc, w których chciałem czekać

ale nie czekałem

dziewcząt podobnych z daleka – lecz podobnych tylko

dni pustych i złudnych

przebłysków olśnienia