poniedziałek, 10 maja 2010

rodzi się spokój

Jest moment, kiedy miasto uspokaja, zsyła odrętwiające ukojenie. Szarość betonu i jednostajny szum, cichnący i narastający w rytmie miarowych skurczów przejść i skrzyżowań, które nieustannie przepompowują ciemny strumień ludzi i maszyn. Włączam się w obieg, płynę porwany przez prąd ulicy. Wtedy myśli tępieją, zanika poczucie odrębności. Idę nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd, bez celu i przyczyny, bez imienia. I już nie ja żyję, lecz we mnie miasto.

4 komentarze:

Emma pisze...

o! jesteś, Królu :-)
próbuję, żeby i we mnie zamieszkał spokój, ale póki co jeden wieli chaos i zgrzytanie. gdybym miała zilustrować muzycznie stan mojego ducha, to mniej więcej tak by to brzmiało, jak Twoje psalmy czyli raczej niepokojąco. zawsze mi się wydaje, że coś się wali, jakieś stalowe rusztowanie zaraz runie...!
pozdrawiam ciepło :-)

Kopacz pisze...

Miasto zatraca, wrzuca nas w ogólność masy. Sporadycznie, lubię ten rodzaj masochizmu. Pozdrawiam.

Latarnik pisze...

My stajemy się miastem, miasto staje się nami...

alter_ego pisze...

kiedy płynę ... to nie pamętam nic oprócz niczego